Wczoraj trafiłam na inspirującą treść, którą stwierdziłam, że podzielę się z resztą. Bo przecież nie mogę tylko tego mieć dla siebie ;)
Rozważanie na ten dzień było zapisane w Ewangeli Jana 8;6-7
"Jezus nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień".
Komentarz autora: często pragniemy, aby osoba, która zgrzeszyła przeciwko nam, zapłaciła za swój czyn. Trzymamy w dłoniach kamienie potępienia i osądu, nie mogąc się doczekać, aby nimi cisnąć. Jezus pisze wówczas na ziemi naszych dusz i jeśli dobrze przyjrzymy się własnemu wnętrzu, zrozumiemy, że także jesteśmy winni. Może wtedy wypuścimy z dłoni nasze kamienie i odejdziemy.I refleksja mnie naszła: jak ja często trzymałam w dłoni takie kamienie, a może ile razy już potrafiłam nimi cisnąć - bo wydawało się to "słuszne". Tak naprawdę gdzie jest granica między rozsądzaniem a osądem a tym bardziej ocenianiem kogoś? Nie chcę być w miejscu, gdzie stoję i trzymam "kamień". I wiem że CIEŃKA jest linia między rozsądzaniem a ocenianiem ..i nie chcę być ani na milimetr gdzie mogła bym przekroczyć tą linię. Jednak gdyby miało się tak zdarzyć, to chcę by wtedy Niepojęty pisał na ziemi mego serca i "przywołał" mnie do porządku ...

Może nie zastanawiajmy się czy jest jakaś granica, po prostu nie oceniajmy ;)
OdpowiedzUsuń